Black Friday: co sprawdzić w katalogu
Black Friday nie tworzy problemów w katalogu. On je mnoży przez liczbę odwiedzających. Produkt, którego nie da się kupić, kosztuje w październiku zero, a w listopadzie kosztuje tyle, ile zapłaciłeś za ruch do niego.
Dlaczego akurat katalog
Poradniki przed Black Friday są zgodne co do listy: rabaty, mailingi, szybkość strony, wydolność serwera. Wszystko to jest prawdą i wszystko dotyczy doprowadzenia człowieka do sklepu.
Prawie żaden nie mówi o tym, co się dzieje po tym, jak już przyszedł. A to jest ta część, w której katalog albo sprzedaje, albo cicho odsyła klienta z powrotem do Google — i robi to dokładnie w tym tygodniu, w którym każde wejście ma cenę.
Poniżej siedem rzeczy, które kosztują najwięcej właśnie wtedy. Wszystkie są sprawdzalne przed kampanią, a większość da się naprawić w kwadrans.
1. Produkty, które sprzedawały się rok, a dziś nie da się ich kupić
To jest najdroższa pozycja na tej liście i zwykle nikt o niej nie wie. Produkt ma historię sprzedaży, dobrą pozycję w wyszukiwarce i ruch — a stan magazynowy spadł do zera, ktoś go ukrył albo wariant przestał być dostępny. Reklama go zaciąga, klient trafia na ścianę.
Szczegóły: sprzedawał się rok, dziś nie da się go kupić
2. Promocje, które się nie skończyły
Przecena z lipca, której nikt nie wyłączył, robi dwie rzeczy naraz: psuje marżę i sprawia, że Twoja listopadowa obniżka nie wygląda na obniżkę, bo cena i tak była niższa. Przed kampanią warto zobaczyć wszystkie aktywne promocje w jednym miejscu, zamiast ufać pamięci.
Szczegóły: promocja, która się nie kończy
3. Produkty bez ceny
Opublikowany, w katalogu, widoczny w wynikach — i bez ceny, więc nie do kupienia. Dla klienta to strona, z której nie ma wyjścia. Dla Google to oferta bez oferty.
Szczegóły: opublikowany, w katalogu, nie do kupienia
4. Produkty, w których żaden wariant nie jest dostępny
Karta wygląda normalnie, klient wybiera rozmiar, kolor, i za każdym razem dostaje komunikat o niedostępności. To gorsze niż brak produktu, bo zabiera czas i kończy się irytacją — w tygodniu, w którym konkurencja jest o jedno kliknięcie dalej.
Szczegóły: wszystkie warianty są niedostępne
5. Kupony, które przeżyły swój limit
Ten punkt jest specyficzny dla kampanii: kody powstają pod konkretną akcję, a potem zostają. Przed Black Friday warto sprawdzić nie tylko to, czy nowe kupony działają, ale czy stare już nie działają.
Szczegóły: kupon, który przeżył własny limit
6. Odnośniki w menu prowadzące do czegoś, czego nie kupisz
Menu i strony docelowe kampanii pisze się raz i rzadko sprawdza. Jeśli pozycja z menu prowadzi do produktu, którego nie da się kupić, to płacisz za ruch, który trafia w ślepy zaułek — i to z najbardziej eksponowanego miejsca w sklepie.
Szczegóły: menu prowadzi do czegoś, czego nie kupisz
7. Zaplanowane zadania, które przestały się wykonywać
To jedyna pozycja techniczna na tej liście i jedyna, która potrafi zepsuć sprzedaż po zamówieniu: maile potwierdzające, synchronizacja stanów, odroczone akcje płatności. Pod zwiększonym ruchem kolejka zadań rośnie szybciej, więc problem, który w październiku jest niewidoczny, w listopadzie staje się widoczny dla klientów.
Szczegóły: zaplanowane zadania przestały się wykonywać
Kiedy to zrobić
Teraz, nie w listopadzie. Nie dlatego, że sprawdzenie trwa długo — trwa kilkanaście minut. Dlatego, że naprawa niektórych z tych rzeczy wymaga decyzji, a nie kliknięcia: co zrobić z produktem, który się sprzedawał i skończył, czy wznawiać dostawę, czy ukryć. W ostatnim tygodniu listopada nikt takich decyzji nie podejmuje dobrze.
Jak to sprawdzić
Są dwie drogi i różnią się tym, ile widzą.
Z zewnątrz, bez instalowania czegokolwiek. Storefront Scan czyta publiczny katalog sklepu — ten sam, który widzi każdy odwiedzający — i pokazuje, co w nim widać: produkty bez ceny, wyprzedane pozostawione w katalogu, braki zdjęć, powtórzone kody towaru. Zajmuje kilkanaście sekund, nie wymaga konta i niczego w sklepie nie zmienia.
Od środka, z kwotami. Darmowa wtyczka Merchlint czyta dane sklepu razem z historią zamówień — dzięki temu potrafi powiedzieć nie tylko co jest nie tak, ale ile to kosztuje: które z tych produktów faktycznie się sprzedawały. Też niczego nie zapisuje i nie wysyła.
Uczciwe zastrzeżenie: z zewnątrz nie widać pieniędzy. Punkty 1, 5 i 7 z tej listy wymagają danych, których publiczny katalog nie udostępnia — i żadne narzędzie działające z ulicy tego nie obejdzie. Jeśli masz sprawdzić tylko jedną rzecz przed Black Friday, sprawdź punkt pierwszy, a do tego potrzebujesz dostępu do własnych zamówień.
Do 15 listopada 2026 możesz też przysłać nam eksport z wtyczki, a odpiszemy, od czego zacząć, jeszcze przed Black Friday: darmowy audyt katalogu.
Jak to wygląda u innych, sprawdziliśmy osobno: Zero czystych: 72 sklepy WooCommerce — publiczne katalogi siedemdziesięciu dwóch polskich sklepów, wszystkie z usterkami widocznymi z ulicy.
Trzy tygodnie później, 2 października, przeczytaliśmy te same sklepy jeszcze raz i liczby prawie się nie zmieniły — porównanie obu przebiegów. Nie wszystko z tego to błędy: kiedy 4 października przejrzeliśmy ręcznie 40 produktów bez ceny z 16 sklepów, tylko 4 wyglądały na pomyłkę, a reszta to gratisy za 0 zł, bony, produkty na zamówienie i produkty wycofane. Dlatego skan daje listę do sprawdzenia, a nie wyrok.